Dzień Edukacji Narodowej

Każdy, kto zna mnie dłużej, wie, że nigdy nie chciałam uczyć w szkole. Broniłam się, jak tylko mogłam, zapierałam rękami i nogami przed zrobieniem specjalizacji pedagogicznej na studiach. Jednak los bywa przewrotny i uczę w szkole. Żeby było śmieszniej, bardzo lubię swoją pracę i na razie nie wyobrażam sobie, że mogłabym z tego zrezygnować...
Jak to możliwe?
Już w dzieciństwie lubiłam bawić się w szkołę. Tworzyłam dzienniki, wypełniałam je, wpisywałam tematy, sprawdzałam obecność itd. Wiadomo, z dziecięcych zabaw kiedyś się wyrasta. Wyrosłam i ja. 
Moje dwie ukochane Ciocie skończyły polonistykę. Były dla mnie autorytetami, chciałam być taka, jak one. W wieku 8 lat obiecałam jednej z nich, że też kiedyś pójdę na takie studia. Chciałam. Z biegiem czasu zapomniałam o swojej obietnicy.
W klasie maturalnej stanęłam przed wyborem dalszej życiowej drogi. Pomysłów na siebie miałam milion! Od politologii, dziennikarstwa, informacji naukowej i bibliotekoznawstwa, po teologię, filozofię, socjologię itd. Typowe dylematy uczennicy klasy humanistycznej. Pewnego dnia natchnęło mnie i powiedziałam Mamie, że chyba pójdę na filologię polską... O dziwo, zareagowała pozytywnie. Wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że to dobry kierunek. Później moja Ciocia przypomniała mi, że w dzieciństwie miałam taki plan! Więc musiało być to przeznaczenie :)
Na studiach na drugim roku stanęłam przed wyborem specjalizacji. Realizowałam dwie: komunikację językową i edytorstwo. O nauczycielskiej nawet nie chciałam słyszeć! "Nie będę głupich dzieci uczyła w szkole" - mawiałam. O ja naiwna! 
Na studiach udzielałam korepetycji. Efekty w pracy jeden na jeden naprawdę były widoczne, ale nie wiązałam z tym swojej przyszłości. 
Zaczepiłam się w agencji marketingowej jako copywriter. Jednak nie było to spełnienie moich marzeń. Potrzebowałam pracy z ludźmi, a nie tylko bezdusznych tabelek. 
Wpadłam więc na pomysł, żeby zrobić podyplomówkę z logopedii. Zawsze lubiłam dzieci, na magisterce dorabiałam sobie jako niania, pomyślałam, że to dobry kierunek. Aby uczyć w placówkach edukacyjnych, potrzebowałam przygotowania pedagogicznego. Musiałam rozpocząć kolejne studia podyplomowe, które dały mi uprawnienia do pracy w przedszkolach i szkołach.
Ktoś gdzieś kiedyś powiedział, że najlepszym sposobem, żeby dostać pracę w szkole jako nauczyciel, jest rozpoczęcie pracy na świetlicy. I tak zaczęła się właśnie moja przygoda w edukacji.
Nadal myślałam o logopedii. Jednak los chciał inaczej. Po roku pracy w świetlicy, wysłałam CV do szkoły państwowej na stanowisko nauczyciela języka polskiego... I tak rozpoczęła się moja kariera nauczyciela przedmiotowego w szkole podstawowej. Niepewna, z myślą, że chyba zwariowałam kompletnie, pełna obaw, czy sobie poradzę.
Niedawno rozpoczęłam drugi rok pracy jako nauczyciel języka polskiego. Dziś jestem już bardziej pewna swoich umiejętności. Wkładam dużo serca, aby nauczyć czegoś moje dzieciaki. I wiem, że one to widzą. Staram się z nimi pracować na partnerskich zasadach i wiem, że to doceniają (przynajmniej niektórzy). Zostałam wychowawcą wspaniałej siódmej klasy. I dzisiaj mogę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie siebie w innej roli. 
Los lubi płatać figle.

Komentarze

Popularne posty